Categories
konopie odzież podróże

Kobiety z Nanda Devi i konopne włókno

Konopie siewne należą do najsilniejszych, najbardziej wszechstronnych i ekologicznych naturalnych materiałów na Ziemi. Jednak siła, którą obdarzyła je natura stała się ich największym zagrożeniem. W ich własnej ojczyźnie konopie siewne w dużej mierze dalej pozostają nielegalne.

Jednym z najbardziej oczywistych podziałów konopi jest podział na bogate w THC konopie indyjskie i konopie siewne, które THC  zawierają jedynie w śladowych ilościach. Konopiami siewnymi nie można się “upalić”, za to ich włókno jest niezwykle wartościowym surowcem o wielotysięcznej historii użycia i tysiącach przemysłowych zastosowań. Kiedy w Indiach delegalizowano marihuanę nikt nie wziął tego rozróżnienia pod uwagę.

Indie wzięły przykład ze Stanów Zjednoczonych, które
narzuciły innym krajom kryminalizację konopi nie licząc się z konsekwencjami. Już w połowie XX wieku nie tylko uprawa marihuany stała się nielegalna, ale i wykorzystanie konopnego włókna praktycznie niemożliwe. Czarny rynek skutecznie zajął się regulowaniem podaży na marihuanę. Jednak konopne włókno zniknęło z mapy dwóch z trzech najludniejszych krajów świata, pociągając za tym olbrzymie koszty środowiskowe.

PAPIER

Skalę szkód łatwo jest sobie wyobrazić na przykładzie produkcji papieru. Pamiętam, że kiedy byłem dzieckiem to jasne dla mnie było, że papier robi się z drzew. Nie wiedziałem wtedy, że to skojarzenie było wywołane działaniami lobbingowymi przemysłu papierniczego. Dziś na szczęście już wiem, że źródłem papieru nie muszą być drzewa, które rosną kilkadziesiąt lat, zaopatrują nas w tlen i stanowią dom dla niezliczonych gatunków zwierząt i roślin. Papier można wyprodukować z konopi. Szybko rosnącej, jednorocznej rośliny, która świetnie prosperuje niemal w każdym klimacie. I zawiera więcej celulozy, niż drzewa.

Można oczywiście pomyśleć, że papier to przeszłość, bo coraz więcej spraw można załatwić elektronicznie. Niestety prawdą jest coś innego – mimo rozwoju technologicznego, nasze papierowe potrzeby dalej rosną. Każdego roku produkujemy 300 ton papieru, a typowy pracownik biura wykorzystuje 10 000 kartek każdego roku. Cykl życia połowy z nich wynosi mniej, niż jeden dzień.

Wykorzystanie konopi jako głównego zasobu do zaspokojenia papierowych potrzeb ludzkości nie tylko oszczędziłby cenne ekosystemy, ale i doprowadziło do znacznego ograniczenia toksycznych odpadów, które są “efektem ubocznym” procesu produkcji papieru z pulpy drzewnej. Niezliczone tony zanieczyszczeń, których można było uniknąć wykorzystując potencjał konopi, są w dużej mierze rezultatem prowadzonej za publiczne pieniądze “wojny z narkotykami”, którymi padły również konopie siewne.

Kwitnąca konopia siewna w okolicy miejscowości Almora. Stan Uttarakhand to jeden z dwóch indyjskich stanów, w której doszło już do legalizacji konopi siewnych.

KASAR DEVI

Na szczęście sytuacja zaczyna się poprawiać. W USA zalegalizowano konopie siewne w 2018 roku, a proces ten zaczyna obecnie postępować w drugim kraju o ogromnym wpływie na resztę świata – Indiach. Indyjscy aktywiści zaczynają docierać do polityków z przekazem, że to nie uprawianie konopi, ale ich kryminalizacja jest prawdziwą zbrodnią. Prawo powoli dostosowywuje się do rosnącej świadomości. Legalizacja konopi siewnych w wszystkich indyjskich stanach, zamieszkałych przez 1,3 miliarda ludzi kraju przyniosłaby całemu światu ogromne korzyści.
Odwiedziłem tu znajdujący się na obrzeżu Himalajów stan Uttarakhand, który jako pierwszy i jeden z nielicznych (dwóch lub trzech na dwadzieścia dziewięć) zalegalizował uprawę konopi siewnych.

Aby przekonać się na własne oczy jak wyglądają pierwsze inicjatywy, które korzystają na legalizacji wybrałem się w podróż do malowniczej doliny Binsaru, u podnóża Himalajów, w okolice miejscowości Almora. W oddali można było dostrzec ośnieżony szczyt Nanda Devi (7816 m n.p.m), drugi najwyższy szczyt Indii. W przeciwieństwie do sąsiadującego stanu Himachal Pradesh (tam, gdzie prowadziłem poszukiwania charasu) Policja z Uttarakhandu nie przeprowadza raczej spektakularnych medialnie nalotów na uprawy konopi, aby zwalczać narkomanię łopatami. Dzięki temu w regionie panuje dobry klimat do uprawy roślin i rozwoju inicjatyw przywracających światu magię konopnego włókna.

Wioska Kasar Devi, która była celem mojej podróży, swoją nazwę zawdzięcza wojowniczej bogini, dla której wzniesiono to malowniczo położoną świątynię. W latach 70-tych miejsce trafiło na mapy przemierzających te szlaki hipisów, do czego przyczyniły się wizyty ikon kontrkultury takich jak Bob Dylan, George Harrison, Allen Ginsberg czy Tim Leary. Spożywając zapewne duże ilości kwasu i okazjonalnie biegając nago po okolicznym lesie, Leary napisał tu większą część swoich “Psychodelicznych Modlitw”. Zawieszona przy wejściu do świątyni tablica informuje, że kiedyś przyjechali do Kasar Devi również naukowcy z NASA, którzy wykryli tu jakieś niezwykłe pole energetyczne.

Widok na świątynię Kasar Devi i dolinę Almory. Za chmurami Himalaje.

Najlepsi nauczyciele skupiają się na przekazywaniu uniwersalnych, praktycznych i pozbawionych dogmatu prawd dotyczących ludzkiej natury i Swami Vivekananda był chyba jednym z nich. Kiedy okazało się, że to właśnie w niewielkiej, wybudowanej na skale świątyni, oświecenierozpoznawalny na Zachodzie guru poprzez intensywną medytację doznał oświecenia, Kasar Devi zyskała w kręgach kontr-kultury status miejsca kultowego.
Hindusi mają to do siebie, że raczej nie próbują nikogo konwertować, zamienić w wyznawców “hinduizmu” i tak dalej. Jeśli już coś mówią to to, że każdy powinien poszukiwać swojej własnej ścieżki do Boga. W opozycji do konserwatywnego i skostniałego kościoła, który przez wieki wyspecjalizował się w moralizowaniu, wizja duchowości zaprezentowana przez wschodnich nauczycieli takich, jak Vivekananda musiała być atrakcyjna. Kasar Devi przyciągała tych, którzy odczuwali potrzebę duchowego życia, ale nie mogli jej zrealizować w zamkniętych ramach zinstytucjonalizowanej religii. Pewnie niektórzy hipisi wierzyli też, że wystarczy przyjechać do Indii, żeby osiągnąć stan oświecenia?

KOBIETY Z NANDA DEVI

To właśnie w tym specjalnym miejscu, w sąsiedztwie świątyni wojowniczej bogini Kasar Devi, powstaje jedna z pierwszych społecznych inicjatyw wykorzystująca szanse oferowane przez legalizację konopi włóknistych.

W znajdującym się nieopodal świątyni budynku centrum rękodzieła Nanda Devi Society pracuje obecnie kilkaset kobiet, które zajmują się tradycyjnym rodzajem tkactwa z użyciem materiałów takich jak wełna, pokrzywa, organiczna bawełna czy konopie. Nauczyły się tkać, dzięki wsparciu Fundacji Hans Himadri, która postawiła sobie za cel “wywarcie bezpośredniego wpływu na życie pięciu tysięcy kobiet tkaczy zamieszkujących stan Uttarakhand poprzez udostępnienie krosna ręcznego i ręcznie wykonanych tkanin na rynkach światowych.”

Tym, co skierowało większość kobiet w stronę zdobywania nowych umiejętności była chęć poprawy warunków życiowych.  W regionie Kumaon to kobiety tradycyjnie muszą zajmować się ścinaniem i gromadzeniem zapasów trawy dla bydła, kiedy kończy się pora deszczowa. Do swoich domostw noszą ją w koszach zawieszonych na plecach. Tkanie i konopie oferują alternatywę do polegania wyłącznie na ciężkiej, fizycznej pracy na roli, która z roku na rok staje się coraz trudniejsza.  Zarówno ze względu na wiek, jak i nieoczekiwane efekty uboczne zmian klimatu, do których tu doszło.

„Wycinka lasów doprowadziła do masowej inwazji małp na tereny zamieszkane przez ludzi. Nie mogąc znaleźć jedzenia w miejscach, w których pozyskiwały je wcześniej, małpy kierują się w stronę ludzkich osad aby kraść kapustę, ziemniaki czy owoce. Tradycyjne rolnictwo przestaje być tu opłacalne.”
– informuje Pani Meghan, która pełni tu funkcję głównej projektantki

Społeczność kobiet-tkaczy została zapoczątkowana przez cztery pierwsze kobiety. Później włączały się w nią powoli kolejne osoby, a zaangażowanie rosło. Dziś jest to już kilka tysięcy kobiet w całym stanie Uttarakhand. I chociaż wiele z nich dalej wykonuje pewne rolnicze czynności, to są zdecydowanie bardziej niezależne, zarówno pod kątem możliwości zatrudniania, jak i płacy. Być może jednak największą korzyścią płynącą z tej inicjatywy jest sama społeczność, która wytworzyła się w duchu wiary w to, że w dzisiejszym świecie jest jeszcze miejsce dla tradycyjnego rzemiosła i rękodzieła. Rosnące zapotrzebowanie na produkty z włókna konopnego pozwala takim inicjatywom rozwijać się dalej.

Oprócz włókna konopi siewnych, do tkania wykorzystuje się w tym miejscu inne naturalne materiały: wełnę, jedwab, bambus, pokrzywę i organiczną bawełnę. Mieszanie włókna konopnego z innymi tkaninami może sprawić, że produkty z konopi staną miękkie i przyjemne w dotyku, stanowiąc realną alternatywę dla rzeczy, które znajdujemy w sieciówkach. Jednak nawet czyste włókno konopne z czasem staje się coraz bardziej miękkie, zachowując przy tym swoje anty-bakteryjne i anty-alergiczne właściwości.

Ostatnie prasowanie i materiał będzie gotowy do ostatecznego sprawdzenia jakości. Jak widać na sukces centrum pracują nie tylko kobiety.

SLOW FASHION

Konopie świetnie łączą się z innymi naturalnymi włóknami.

Slow Fashion to nic innego jak świadome podejście do kupowania i użytkowania naszych ubrań. Nurt  slow fashion ma się do tzw. fast fashion (H&M i inne wielkie marki odzieżowe) tak jak slow food do fast foodów. Produkty są wyższej jakości, zazwyczaj trochę droższe i wytwarzane z poszanowaniem ludzi i środowiska. Wiemy skąd pochodzą oraz przez kogo i jak powstały.

W procesie przechodzenia od fast do slow fashion konopiom należy się miejsce szczególne. Ze wszystkich typów włókien wykorzystywanych w przemyśle odzieżowym, to właśnie włókno konopne ma największy potencjał do tego, aby minimalizować nasz wpływ na środowisko. Konopie są niezwykle odporne i rosną szybko bez konieczności używania szkodliwych nawozów. Nie potrzebują też ogromnych ilości wody, wymaganych przy uprawach dominującej w naszych szafach bawełny. Naturalne włókna konopi są również biodegradowalne, chociaż sporo czasu minie, zanim pozbędziecie się tych rzeczy – konopne włókno jest jednym z najtrwalszych na świecie. Dla porównania średni czas zużycia rzeczy dostępnych w sklepach dużych marek odzieżowych wynosi około dwóch lat.

Przechodząc przez kolejną sklepową alejkę w Galerii Handlowej zastanów się dwa razy czy tak na prawdę tego potrzebujesz. Może się mylę, ale wydaje mi się, że im więcej posiadamy, tym bardziej jesteśmy tym wszystkim przytłoczeni. Jeśli czegoś nie potrzebujesz, nie kupuj tego. A jeśli kupujesz, kupuj sprawdzone rzeczy wysokiej jakości, które posłużą Ci latami.

Podążając drogą ograniczania konsumpcji warto też uważać na to, żeby nie wpaść w pułapkę skrajności, np. pozbywając się wszystkich starych ubrań czy akcesoriów, żeby tylko kupić sobie coś nowego, bo jest zrobione z konopie. Pamiętaj, że najbardziej ekologiczny produkt w Twojej szafie to wcale niekoniecznie ten, który został wyprodukowany w etyczny sposób z naturalnych materiałów, ale ten, o który będziesz dbał i używał/-a całe życie!

Autor w prototypie szalika z włókiem konopi i bambusa.
Inne materiały poświęcone konopiom znajdziesz pod #poznajkonopie w mediach społecznościowych. Możesz też osobiście przyczynić się do dalszego rozwoju bloga oraz podcastu zostając moim patronem w serwisie Patronite. Oprócz niepublikowanych nigdzie indziej treści, dla patronów przygotowałem między innymi wyjątkowe szaliki z konopi, które powstały w centrum Nanda Devi. Kliknij w przycisk i poznaj szczegóły.
Categories
Uncategorized

Co się dzieje z Fundacją FNDN?

Cześć psychonauci i psychonautki,

Jak część z Was pewnie wie, postanowiłem jakiś czas temu zarejestrować w Polsce Fundację na Rzecz Dekryminalizacji Narkotyków. Dekryminalizacja posiadania jasno określonych ilości substancji psychoaktywnych na własny użytek może przynieść wiele korzyści zarówno z perspektywy ochrony zdrowia, jak i sprawiedliwości społecznej i byłoby dla WSZYSTKICH lepiej, gdyby tak właśnie w Polsce było.

Po stworzeniu statutu Fundacji, powołaniu władz i dopełnieniu wszelkich niezbędnych formalności (Fundacje i Stowarzyszenia rejestruje się w Krajowym Rejestrze Sądowym, w skrócie KRS) cierpliwie czekałem na wpis do rejestru. Taki wpis umożliwia formalne rozpoczęcie prowadzenia działalności.

Po kilku tygodniach przyszedł do mnie jednak list, w którym referendarz sądowy odpowiedzialny za przeprocesowanie mojego wniosku pisemnie oświadczył, że taka fundacja nie moż   zostać zarejestrowana, “ponieważ jej cele statutowe nie są gospodarczo i społecznie użyteczne.” Kiedy przeczytałem ten list, to mnie na początku zamroziło. Jak to cele Fundacji nie są użyteczne? Jak to nie może być zarejestrowana? To właśnie po otrzymaniu tej decyzji opublikowałem podcast, w którym dokładnie opowiedziałem całą sytuację. Nawet udało mi się uwiecznić moment, w którym otwieram ten absurdalny list.

Szybko stało się dla mnie jasne, że powyższa decyzja była uwarunkowana osobistymi przekonaniami określonego sądowego referendarza, a nie faktycznymi przepisami prawa. W Polsce naturalnie mogą przecież działać organizacje w sferze polityki narkotykowej i szkoda, że nie wszyscy urzędnicy to rozumieją. Nie ma co się jednak irytować – to w końcu nic innego, jak efekt lat indoktrynacji i antynarkotykowej propagandy.

Nie było więc dla mnie wyjścia innego, jak odwołać się od decyzji referendarza, za co – warto wspomnieć – musiałem zapłacić kolejne 100 zł (koszt samej rejestracji, który musiałem ponieść mimo braku wpisu to 250 zł).
Odwołanie złożyłem w formie skargi do rozpatrzenia przez sąd. Teraz pozostaje mi jedynie cierpliwie czekać na decyzję sędziego, który będzie w tej sprawie rozstrzygał.

Poniżej możecie się zapoznać ze złożonym przeze mnie odwołaniem, wraz z uzasadnieniem.

Będę Was informował o dalszym przebiegu tej sprawy. W międzyczasie ja nie próżnuję i przygotowuję kolejne podcasty (możecie ich słuchać na YouTube, Spotify i Apple Podcasts) oraz nagrania wideo. Możecie mnie teraz również znaleźć na IGTV, czyli Instagram TV (wystarczy, że śledzicie mnie na Instagramie, żeby oglądać filmy na tej platformie).