Categories
poradniki

Pięć fejków, które przeszkadzają Ci medytować

1. Medytacja to stan “bez myśli”. FEJK.

Wyłączasz światło, zapalasz świeczki, siadasz ze skrzyżowanymi nogami…i po pierwszych kilku, może kilkunastu, minutach dochodzi do Ciebie pierwsza fala frustracji. Przez chwilę udaje Ci się skupić uwagę na oddechu, ale po chwili znowu myślisz o tym, że jesteś głodny, że ci niewygodnie albo o tym, co zrobisz kiedy ta udręka w końcu się skończy. Nie potrafisz „nie myśleć o niczym”, kurwa. Po kilku próbach rezygnujesz, przekonując siebie samego, że to nie dla Ciebie. To była oczywiście przez wiele lat moja własna historia.

Kiedy teraz o tym myślę, nie jestem zdziwiony. Rozumiem, że na tym etapie moim problemem było moje wyobrażenie o tym, czym medytacja jest. Wydawało mi się, że to pasywny stan, w którym próbujesz wyciszyć umysł traktując każdą myśli jak wroga, przed którym musisz się obronić, aby osiągnąć transcendentny stan “bez myśli” wznosząc się na wyżyny duchowego doświadczenia.

Dzisiaj rozumiem, że medytacja nie polega na tym, „nie mieć myśli”. Medytacja, przynajmniej w szeroko rozumianym nurcie mindfulness, polega na przekroczeniu ciasnych ram Ego aby poprzez własne doświadczenie przekonać się, że nie jesteśmy swoimi własnymi myślami. Sekret, jeśli jakiś jest, polega na tym, żeby zamiast na siłę starać się “wyczyścić umysł” z myśli, po prostu obserwować zachodzące w nim zjawiska, w tym myśli, emocje i fizyczne odczucia własnego ciała. Nawet w głębokich i zaawansowanych stadiach medytacji myśli magicznie nie wyparowują, po prostu przemykają przez pole świadomości bez przywiązania medytującej osoby. Pojawiają się i znikają tam skąd przyszły. Czyli w sumie nie wiadomo skąd.

2. Medytacja polega na siedzeniu we własnej głowie. FEJK.

Są różne typy medytacji, być może niektóre na tym właśnie polegają. Z tradycji buddyjskiego wywodzą się jednak techniki, które stopniowo prowadzą do samorealizacji poprzez pracę z odczuciami własnego ciała. To oznacza, że w trakcie takiej medytacji skanuje się całe ciało, od stóp do głów, stopniowo odkrywając coraz więcej subtelnych doznań, które stanowią podstawę naszej egzystencji. Taka praktyka nie tylko nie ignoruje ciała, ale wręcz pozwala rozszerzyć naszą uwagę oraz rozwinąć umiejętność “czucia całego siebie” od stóp do głów. Jest to zaskoczenie dla wielu osób, którzy po raz pierwszy stykają się z medytacją, ponieważ ciało w stanie medytacji jest nieruchome, co sprawia, że o medytacji myślimy jak o pasywnej aktywności, która “dzieje się w głowie”. Prawda jest jednak, jak to zwykle bywa, nieco bardziej złożona. W medytacji, chociaż jest to niewidoczne dla oka, angażujesz całe ciało, ponieważ to właśnie ciało jest wehikułem twojego wewnętrznego doświadczenia. W tym sensie to trochę tak, jakbyśmy uczyli się myśleć nie tylko głową, ale całym sobą. Każda nasza myśli i odczucie znajduje w końcu odbicie w doświadczeniu ciała, jeśli tylko uspokoimy umysł na tyle, żeby to zauważyć. Zanim jakaś myśl dojdzie do pola naszej świadomości 
– np. “jestem głodny, zrobię sobie kanapkę”, na początku objawia się fizycznym odczuciem głodu w ciele. To odczucie pojawiło się w ciele, ponieważ zaszły w nim pewne biochemiczne procesy. W tym sensie wejście z kontakt z ciałem poprzez medytację to świetny sposób na to, żeby poznać lepiej siebie samego – możemy uzyskać bardziej szczery obraz własnego stosunku do różnych życiowych spraw, kiedy naszym jedynym doradcą nie będzie jedynie racjonalny umysł lub rozchwiane emocje, ale prawda skrywająca się w naszym własnym ciele. Jak sądzę mnie techniki pracy z ciałem są ponadto niezwykle wartościowe ponieważ kierują naszą świadomość w stronę czegoś co jest bardzo namacalne. Łatwiej jest zaobserwować odczucie w ciele, które stanowi podstawę jakiejś myśli, niż samą myśl.

3. Medytacja sprawi, że będziesz pasywny i obojętny. FEJK.

Nasze myśli rzadko podróżują bocznymi alejkami, ponieważ chcą doprowadzić do jak najszybszej najszybszego zaspokojenia mechanizmu nagrody. To ewolucyjny mechanizm przetrwania, zakodowany w naszych genach. Niestety ewolucja nie zaprogramowała nas po to, żebyśmy spędzali całe dnie zgarbieni przed komputerem, ale raczej prowadzili zbieracko-łowiecki tryb życia. I te same mechanizmy, które kiedyś chroniły nas przed drapieżnikami, dzisiaj mogą nam zagrozić. Wyobraź sobie na przykład, że podczas pracy przy komputerze robisz się głodny i sięgasz po Snickersa, którego masz pod ręką. Reagujesz jakimś działaniem (sięgnięciem po Snickersa) na pewne uczucie (głód). Twój racjonalny umysł nie jest właściwie w żadnym stopniu w ten proces zaangażowany. Wydaje Ci się, że działasz, że coś robisz – sięgasz po batonik, ale tak na prawdę po prostu reagujesz w odruchowy sposób. Kiedy w Twoim ciele powstało odczucie głodu, sięgnięcie po znajdujący się w pobliżu batonik było pierwszą, odruchową reakcją. W warunkach życia zbieraczy-łowców to byłaby rozsądna reakcja – pożywienia jest mało, w batoniku jest dużo cukru (energii) a ty musisz jak najszybciej zapewnić sobie przetrwanie. Czy to jednak najbardziej optymalna ze wszystkich możliwych opcji, kiedy masz pełną lodówkę? Nie.

Teraz wyobraź sobie, że pomiędzy pierwszym (zaczynasz czuć głód) i drugim zjawiskiem (sięgasz po batonik) powstaje pewna przestrzeń. Dociera do Ciebie, że twoje ciało rozpoznało uczucie głodu. Jednak zamiast rzucać się na batonik, obserwujesz uczucie głodu przez kilka sekund. W tym czasie być może przypomnisz sobie, że założyłeś sobie, że w tym miesiącu zrzucisz pięć kilogramów. Albo, że w lodówce masz wczorajszą sałatkę, którą trzeba zjeść. Albo, że zjesz tego cholernego Snickersa, ale dlatego, że chcesz, a nie dlatego, że on tam jest, a później zrobisz dziesięć pompek, bo wiesz, że na tym świecie nie ma nic za darmo.

Ten sam mechanizm głęboko zaprogramowanych i utartych wzorców
myślenia i reagowania dotyczy nie tylko snickersów, ale wszystkiego. Palenia papierosów, jedzenia czy zakupów, żeby się odstresować. A także emocji. Na przykład reagowania złością na dobre rady twoich rodziców albo pożądaniem posiadania nowych produktów na kampanie marketingowe. Ten schemat dotyczy całego twojego życia, ponieważ w każdej sekundzie powstają w tobie uczucia, które prowadzą do określonnych myśli i decyzji. Osoby, które nie medytują czasami twierdzą, że nie tego robią tego, ponieważ chcą dalej “czuć” emocje. Wydaje im się, że życie straci swój smak, że staną się pozbawionymi uczuć robotami. Nic bardziej mylnego. Medytacja nie sprawia, że przestajemy czuć cokolwiek. Osoba, która regularnie medytuje jest w stanie odczuwać całe spektrum ludzkich emocji, jednocześnie nie będąc ich niewolnikiem.

4. Medytacja wymaga zdolności koncentracji. FEJK.

Jedną z rzeczy, które może o mnie wiesz, a może nie, jest to, że przez lata byłem “typowym przypadkiem ADD”. Kiedy byłem w szkole nikt nie diagnozował dzieci z ADHD ani nie dawał im amfetaminy. I nawet, jeśli ADD jest raczej skutkiem naszego systemu edukacji, niż prawdziwą chorobą, to sam zdiagnozowałem u siebie wiele symptomów tzw. “deficytu uwagi”. Problemy z długotrwałym wykonywaniem monotonnych czynności, zapominanie, bujanie w obłokach, pomijanie “nieistotnych” szczegółów, wahania nastroju, pozostawienie niedokończonych projektów  – you name it. Na jakimś etapie życie miałem na pieńku z każdym z tych problemów. Mój umysł do dzisiaj skacze z jednego miejsca w drugie, nigdzie nie zatrzymując się na zbyt długo. Jak sądzę, nie jestem jedyny.

Do pewnych genetycznych tendencji w trudnościach z utrzymywaniem uwagi dochodzi problem dużo poważniejszy – niemal całe środowisko, w którym żyjemy ciągle walczy o naszą uwagę, doprowadzając do skracania zdolności długotrwałego utrzymywania uwagi. Algorytmy mediów społecznościowych są zaprojektowane tak, żeby grać na naszym dopaminowym mechanizmie nagrody jak na skrzypcach. 
Idąc ulicą atakują nas reklamy i billbordy marek odzieżowych, pożyczek, mebli i tony innych, niepotrzebnych rzeczy. Żyjemy w hałasie głosów, z których każdy walczy o naszą uwagę, bo dzisiaj uwaga jest nie tylko umiejętnością, ale rynkowym zasobem. Jeśli nie będziesz miał kontroli nad swoim własnym umysłem, szybko staniesz się
ofiarą tych mechanizmów. Rezultat to społeczeństwo bezmyślnych owiec, którym można wszystko wmówić i wszystko sprzedać: każdy produkt, usługę, czy nawet najbardziej absurdalną ideologię.

Jeśli z mojego doświadczenia płynie jakaś lekcja, to taka, że nie trzeba mieć rozwiniętej umiejętności koncentracji przed rozpoczęciem treningu medytacji, za to jak 2+2=4  pewne jest, że regularna praktyka zbuduje w Tobie tę umiejętność. Dlaczego? Ponieważ w procesie medytacji ćwiczysz ten mięsień. Koncentracja nie jest celem medytacji, ale jej ubocznym efektem. Po kilku tygodniach regularnej praktyki przekonasz się, że coś takiego jak “deficyt uwagi” nie istnieje. Przekonanie o tym, że nie potrafisz się koncentrować było po prostu kolejnym wyuczonym schematem działania twojego umysłu, a nie żadną genetyczną wadą.

5. Medytacja jest trudna. FEJK, ALE PRAWDZIWY.

Mimo prostoty samej idei – siedzisz z zamkniętymi oczami, aby doświadczyć prawdy o sobie – droga jest długa, wyboista i nie ma końca. Jednak celem medytacji nie jest dotarcie w jakieś miejsce jak najszybciej, ale stawianie świadomych kroków na każdym odcinku trasy. Dla mnie celem jest opanowanie techniki, aby moje życie było łatwiejsze, pełniejsze. Myślę, że transformowanie negatywnych uczuć w pozytywne to trochę jak magia, albo supermoc i chcę to umieć. Poza tym nie mam zamiaru iść przez życie jak owca, ale myśleć samodzielnie, znać siebie i obserwować rzeczywistość taką jaka jest, bez niepotrzebnych filtrów. Chcę umierać szczęśliwy i spełniony, a nie pełen goryczy i zgorzknienia. Póki co jestem na dobrej drodze i mam nadzieję, że mi się uda.

Możesz być pewien, że jeśli weźmiesz się poważnie za medytację, to
czeka Cię tu przygoda. Oczywiście, jak w każdej przygodzie, momenty ekscytujące wydarzają się rzadko i tylko dlatego, że są przeplatane nudą, zniechęceniem, bólem, brakiem motywacji i wątpliwościami.  Kiedy raz ci się uda z nimi wygrać, możesz być pewien, że niedługo pojawią się znowu. Ale to jest właśnie prawdziwa siła medytacji – mierzysz się z niej z prawdziwą codziennością, zamiast uciekać w krainę fantazji. Dzięki temu jesteś silniejszy zmagając się z wszystkimi wyzwaniami na każdym polu Twojego życia. Medytacja jest metanawykiem, jedną rzeczą, która zmienia wiele innych.

Jeśli jednak Twoim sposobem działania jest unikanie wszelkich możliwych wyzwań i robienie tylko tego co wygodne, to medytacja nie jest dla Ciebie. Jeśli jednak trudności traktujesz jak kolejne wyzwania w swojej misji, to nie tylko szybko będziesz robił(-a) postępy, ale
całe Twoje życie, twoje schematy, twoje myśli zmienią się na lepsze. Medytacja to podróż, która staje się łatwiejsza kiedy nauczysz się nawigować, co może oczywiście trochę potrwać. Nauka jest trudna, ale można ten fakt zaakceptować i mimo wszystko się tego nauczyć. Po kilku tygodniach regularnej praktyki bez większego problemu będziesz w stanie wprowadzać się w stan głębokiego spokoju, bez wysiłku kierować uwagą i nie przejmować bólem kolan czy pleców. Rzeczy, które wyprowadzały Cię z równowagi, będą po tobie spływać. Dla swoich hejterów będziesz miał tylko współczucie. Dla własnych potknięć dużo wyrozumiałości. Dla mnie to brzmi jak supermoc. Najśmieszniejsze jest to, że tej supermocy może nauczyć się każda średniointeligentna osoba. Nie trzeba mieć do tego żadnych predyspozycji ani talentów. Wystarczy po prostu nie przestawać.

Czy uda mi się osiągnąć poziom, dzięki któremu odniosę korzyści? Jak długo będę musiał się męczyć, zanim zacznie mi to sprawiać przyjemność? Naturalnie nikt nie zna odpowiedzi na te pytania. Moja rada: nie szukaj ich we własnych przypuszczeniach, przeczuciach, świętych księgach, opowieściach, doktrynach, założeniach, ślepej wierze ani na tym blogu. Poszukaj jej własnym doświadczeniu.

Poznaj Psychodeliki to blog dla ludzi takich jak Ty. Dla ludzi, którzy chcą być najlepszą wersję samych siebie i mają dość sieczki produkowanej przez masowe media. Jeśli już tu dotarłeś to znaczy coś więcej niż to, że nie masz ADD. Poczułeś coś czytając ten tekst! Nie jesteś sam – Poznaj Psychodeliki to więcej, niż blog. To sieć ludzi myślących podobnie o świecie i jego problemach. Właśnie stoisz przed okazją aktywnego wsparcia tworzącej się tu społeczności. Obejmij bloga Poznaj Psychodeliki patronatem i dołącz psychodelicznego plemienia.