Categories
poradniki

Czy warto brać psychodeliki?


Kiedy zakładałem Poznaj Psychodeliki wydawało mi się, że każdy powinien chociaż raz ich spróbować. Spojrzeć na świat nowymi oczami. Obudzić się z apatii. Wyjść z cierpienia. Zachwycić się ich magią.

Ayahuasca, a później LSD, Psylocybina i Meskalina – te substancje zadziałały jak katalizatory procesu rozwoju mojej świadomości. Innymi słowy, zmieniły moje życie.

Po pierwsze pomogły mi w poszukiwaniach odpowiedzi na pytania dawno stawiane pytania. Kim jestem? Co tu robię? Czego życie ode mnie chce? Czy Bóg istnieje, a jeśli tak to czym jest? Starcem z brodą? Piorunem w ręku? Czystą energią?

Po kilku latach psychodelicznych doświadczeń dalej nie mam wszystkich odpowiedzi, ale wydaje mi się, że zrozumiałem dwie rzeczy. Pierwsza – Bóg nie ma brody. Druga – rzeczywistość naszego codziennego, odseparowanego od świata Ego jest niebezpieczną iluzją.

Branie psychodelików jest jak przeprawa mostem na drugą stronę rwącej rzeki. Tylko, że kiedy przechodzisz, odwracasz się, to się  orientujesz, że mostu nie ma. Nie ma powrotu do znanego wcześniej świata. Bo jeśli doświadczenie odbywa się zgodnie z zasadami sztuki – to ten świat rozpada się w pył.

Niestety w przeważającej większości państw, zdrowym na umyśle, pełnoletnim i odpowiedzialnym obywatelom odmawia się – rzekomo w imię ich dobra – możliwości uregulowanego prawnie doświadczania tych stanów. Naruszając przy tym nasz podstawowe prawa i wolności zagwarantowane przez Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej, w której Preambule czytamy:

pragnąc na zawsze zagwarantować prawa obywatelskie, a działaniu instytucji publicznych zapewnić rzetelność i sprawność, w poczuciu odpowiedzialności przez Bogiem, lub własnym sumieniem, ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej.

Ponieważ ignorancja polityków w sprawie polityki narkotykowej od lat nieustannie prowadzi do niepotrzebnego ludzkiego cierpienia, prowadzi do problemów ze zdrowiem psychicznym, zagrożeń ekologicznych, marnotrawstwa środków publicznych i utrzymywania grup przestępczych, mam w głębokim poważaniu przepisy polskiej ustawy ds. przeciwdziałania narkomanii, które kryminalizują posiadanie substancji psychoaktywnych. Mój mózg, moja sprawa.
Biorę psychodeliki kiedy uznaję za stosowne, a w domu hoduję konopię indyjską na własne potrzeby. W całkowitej zgodzie z Bogiem i własnym sumieniem. Ta iskra zapaliła również tego bloga. Za to, że płonie dalej dziękuję patronom podcastu Poznaj Psychodeliki. Jesteście najlepsi.

Kwiecień to chyba najbardziej psychodeliczny miesiąc. W kwietniu
1943 odbyła się pierwsza podróż na LSD Alberta Hofmanna. Dzień później jest międzynarodowe święto 4/20. W kwietniu przychodzi wiosna, a wraz z nią wiatr zmiany. Napisałem tego posta w formie pytań i odpowiedzi, trochę jako podsumowanie kilku ostatnich lat moich doświadczeń. Jest, jak sądzę, przeznaczony dla wszystkich, którzy poczuli zew natury i chcą dowiedzieć się kilku podstawowych informacji o psychodelikach oraz o ludzkim umyśle, czyli miejscu, w którym odbywa się cały ten spektakl.

Co to znaczy, że substancja jest psychodeliczna?

Psyche z greckiego oznacza duszę, a delos – odkrywać, lub ukazywać. Środek psychodeliczny to taki, który odkrywa, ukazuje nam naszą duszę, lub inaczej – umysł.

Umysł to coś więcej niż mózg. To kompletne doświadczenie naszej egzystencji. To sposób, w który postrzegamy siebie i otaczający świat. Nasze emocjonalne reakcje, emocje, wspomnienia i głęboko zakorzenione wzorce postępowania.

Istnieje wiele różnych psychodelicznych substancji, które pomagają odsłonić niektóre tajemnice umysłu i ludzkiej świadomości.
Niektóre z nich zostały stworzone w laboratoriach podczas projektów badawczych (tak jak LSD) lub badawczo-hobbystycznych (tak jak substancje z grupy 2C oraz setki innych psychodelików stworzonych przez Alexandra Shulgina). Inne, chociażby moja ukochana Psylocybina czy Meskalina zostały poddane syntezie przez samą Matkę Naturę.

Nie jestem chemikiem, ale wiem, że struktura chemiczna psychodelików jest niemal identyczna z budową cząsteczki serotoniny. Serotonina to jeden z kilku najważniejszych neuroprzekaźników w naszym mózgu. Reguluje działanie wielu podstawowych, życiowych funkcji, od apetytu, przez nastrój, po sen. Jest również jedną z tych substancji, które są odpowiedzialne za poczucie spokoju i pewności siebie.

Ponieważ popularne psychodeliki są w swojej budowie zbliżone do serotoniny, znajdujące się w naszych organizmach receptory serotoninowe traktują je jako znajome sobie cząsteczki. Po wprowadzeniu do organizmu cząsteczki LSD, Psylocybiny, lub pokrewnych substancji, bez trudu podłączają się pod te receptory, łącząc się z nimi jak brakujące puzle. Dochodzi wtedy do stopniowych zmian w funkcjonowaniu mózgu. W dużym uproszczeniu wynikającym z mojego niewielkiego rozumienia neurologii, wyciszeniu ulegają mechanizmy regulujące codzienną świadomość, za to zaczynają powstawać nowe, niecodzienne połączenia pomiędzy wieloma regionami mózgu odpowiadającymi za szereg zadań takich jak: wrażenia zmysłowe, język, pamięć czy abstrakcyjne myślenie.

Między popularnymi psychodelikami działającymi na receptorach serotoniny istnieją oczywiście różnice. Każda z substancji ma swoją w nieco inny sposób zmienia percepcję. Różnią się między sobą czasem działania, sposobem administracji i efektami ubocznymi (Psylocybina na przykład często powoduje uczucie ciężkości nóg w pierwszych godzinach doświadczenia). Mimo tego większość klasycznych psychodelików więcej łączy, niż dzieli. Działają w oparciu o ten sam mechanizm, nie powodując żadnej fizycznej szkody w organizmie.
Obrazy neurologicznej aktywności mózgu, do której dochodzi po zażyciu psychodelików możemy zaobserwować na wielu dostępnych w sieci skanach mózgów osób pod wpływem tych substancji, które zostały udokumentowane przez instytutu naukowe w Wielkiej Brytanii i USA. Według prowadzących te badania naukowców, zdjęcia osób pod wpływem Psylocybiny i LSD przypominają zdjęcia mózgów buddyjskich mnichów w stanie głębokiej medytacji.

W jaki sposób konstruktywnie używać psychodelików?

W Buddyzmie Mahajany istnieje określenie skillful means,
co można przetłumaczyć jako “umiejętne sposoby”. Przez “umiejętne” rozumie się sposoby i techniki nauczania, które w logiczny i przemyślany sposób prowadzą osobę ku oświeceniu. Niepoprawne, nieumiejętne nauczanie może za to doprowadzić do jeszcze większego zamieszania i konsternacji. Wyrządzić więcej szkody, niż pożytku.

Podobnie jest z psychodelikami. Mają niezwykłą moc, kiedy są używane z szacunkiem, przygotowaniem, intencją oraz w odpowiednim kontekście. Jeśli używa się ich bez przygotowania, bez szczerej intencji, niedbale lub z nudy, efekty najprawdopodobniej będą odwrotne do zamierzonych, lub w najlepszym wypadku jedynie tymczasowe.

Jakie są więc umiejętne sposoby wykorzystania psychodelików? Poniżej moje cztery typy.

1. WYWOŁANIE ŚMIERCI EGO W KONTROLOWANYCH WARUNKACH

Śmierć Ego, inaczej – doświadczenie enteogeniczne, oznacza tymczasowe zaprzestanie identyfikacji z nabytym w procesie socjalizacji Ego. Śmierć Ego oznacza, że poczucie zwykłego, codziennego “Ja”, zostaje tymczasowo zastąpione przez coś znacznie większego.
Giną niektóre złudzenia i iluzje dotyczące tego, kim naprawdę jesteśmy. Granice pomiędzy ludźmi, zwierzętami, roślinami i planetą i kosmosem zaczynają się rozpuszczać. Śmierć Ego ma transformatywną moc.

W najlepszych przypadkach transcendencja granic Ego może poprowadzić w stronę zachwytu, sensu, zrozumienia wypieranych emocji i wglądu w ocean świadomości. Doświadczenie enteogeniczne perspektywy i pokazuje potencjał, który stoi przed każdym człowiekiem.

W najgorszych przypadkach dysolucja Ego może jednak doprowadzić do epizodów psychotycznych, poczucia dezorientacji i problemów z adaptacją do codzienności. Kiedy stary świat rozpadnie się na strzępy, trzeba mieć w sobie odwagę do tego, żeby zbudować sobie świat nowy. Oparty w psychodelicznym doświadczeniu, ale niezbyt oddalony od codzienności. Dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy ludzi, którzy będą potrafili przełożyć swoje psychodeliczne doświadczenia na życie codzienne. Nie odlecą na inną planetę, ale zostaną tu, żeby zmieniać życie na lepsze.

Stwarzając warunki do maksymalizowania szans na pozytywne efekty i minimalizowania ryzyk, przewodnicy powinni poświęcić odpowiedni czas na przygotowania do podróży i wywiad dotyczący tego, czy osoba, która się na to pisze jest w pełni świadoma (1) stanu swojego zdrowia i (2) zakresu efektów, które mogą wystąpić podczas sesji. Należy również ustalić wszelkie zasady sesji, tak, żeby nie było miejsca na domysły i przypadkowość. Osobną sprawą jest wybór odpowiedniego przewodnika – najlepiej, żeby była to znana nam osoba, ktoś komu możemy zaufać i wiemy, że zna mechanizmy działania psychodelików. Szczególnie ważne i nie zawsze oczywiste jest to, żeby osoba, która postawi się w tej roli kierowała się wyłącznie altruistyczną motywacją i nie miała żadnej ukrytej agendy – takiej, jak np. chęć leczenie własnych problemów poprzez wykreowanie dla siebie nowego, “duchowego Ego” – szamana i uzdrowiciela, co niestety jest w większości przypadków po prostu kolejnym mechanizmem ucieczki od odpowiedzialności za własne życie.

2. KREATYWNE ROZWIĄZYWANIE PROBLEMÓW

Pomimo tego, że dopiero poznajemy neurologiczne mechanizmy działania psychodelików, wiemy, że substancje psychodeliczne powodują zmiany w sieci połączeń mózgowych określanej nazwą DMN (Default Mode Network). Podobnie do głębokiej medytacji, zmniejszają aktywność sieci połączeń odpowiedzialnej za codzienną świadomość, jednocześnie tworząc nowe połączenia pomiędzy ośrodkami mózgu regulującymi działanie zmysłów, ośrodka mowy, języka, emocji, pamięci i wyobraźni. Innymi słowy dochodzi do przełamania typowych, codziennych schematów postrzegania i porządkowania rzeczywistości. Ten mechanizm sprawia, że psychodeliki często wykorzystuje się w działaniach wymagających kreatywności, takich jak np. malowanie, tworzenie muzyki, szukanie nowych rozwiązań dla znanych problemów czy zdobywanie perspektywy wobec własnych stanów emocjonalnych. Kreatywność to nic innego jak umiejętność nieszablonowego myślenia prowadzącego do nowych rezultatów.

Prowadzone w USA przez profesora Jamesa Fadimana eskperymenty prowadzone na grupie inżynierów, architektów, fizyków i projektantów różnej maści wskazują, że dzięki psychodelicznym sesjom nastawionym na szukanie nowych rozwiązań dla wymagających intelektualnie problemów, zdecydowana większość uczestników wyszła z doświadczeń nie tylko z nowymi pomysłami, ale i realnymi projektami, które później zyskały rynkowe uznanie lub akceptację klientów. Spektakularny przykład stymulowania kreatywności to historia Steva Jobsa, który swoje doświadczenia z LSD uznał za jedne z najważniejszych w życiu, za coś co pomogło mu ukształtować światopogląd, na którym zbudował firmę Apple.

Tajemnicą sesji nastawionych na wspieranie kreatywności jest to, że dawki nie mogą być ani za niskie, ani tak wysokie. Muszą być na tyle wysokie, żeby umożliwić paletę efektów, ale nie na tyle, żeby godzinami kontemplować naturę Boga (dla uproszczenia, wybaczcie). Jedną z dodatkowych strategii stymulowania kreatywności za pomocą psychodelików jest wcześniejsze przygotowanie listy zagadnień lub problemów, z którymi planujemy zmierzyć się podczas sesji. Także przestrzeń do podróży wymaga odpowiedniego przygotowania – zamiast koców, opasek na oczy i tym podobnych elementów typowych dla sesji enteogenicznych, tutaj tutaj przydatne będą arkusze papieru, zeszyty, instrumenty, albumy z inspirującymi cytatami, odpowiednio dobrana muzyka i inne elementy, w zależności od potrzeb.

3. POPRAWA NASTROJU I CODZIENNEGO FUNKCJONOWANIA

Międzynarodową sławę zdobył przez hype w Dolinie Krzemowej. Microdosing polega na przyjmowaniu granicznych dawek psychodelików – około 10-20% standardowej dawki (za standardową przyjmuje się dawkę taką, jak w poprzednim przykładzie – doświadczenie, które może, chociaż nie musi doprowadzić do śmierci Ego). Te graniczne dawki psychodelików powodują subtelne, choć wyczuwalne zmiany w nastroju, bez efektów typowych dla dawek wysokich. Co to znaczy?
Zmysły są bardziej wyostrzone, kolory bardziej intensywne, zapachy wyczuwalne. Czujesz w ciele subtelną, pozytywną energię. Jesteś bardziej obecny. Małe czynności sprawiają więcej radości. Nie chcesz wrzucać w siebie śmieciowego jedzenia i śmieciowych myśli. Wolisz sałatkę i zielony smoothie. Radość z wyjścia na spacer z psem dawno nie sprawiała ci tyle frajdy.

Nie są to niestety efekty, których doświadczy każdy. Z raportów gromadzonych przez profesora Fadimana (Guru niewielkiej ciągle dziedziny badania długotrwałych efektów microdosingu). Może to być spowodowane faktem, że nawet na tak niewielkich dawkach jak kilka mikrogramów LSD, wzrasta zdolność do odczuwania tych emocji, które podświadomie odczuwamy.

Temat microdosingu jest obiecujący, ponieważ pozwala zapoznać się z psychodelikami grupie osób, która nie chce od razu dawać głębokiego nura do jeziora, ale zoptymalizować pracę swojego mózgu lub poradzić sobie w lepszym stopniu z codziennymi emocjami. Microdosing stanowi też potencjalną alternatywę dla popularnych leków na ADD, takich jak Metylofenidat (Ritalin), czy Amfetamina (Deksedryna, Adderall). Obie powyższe substancje niebezpiecznie igrają z dopaminą, deregulując i rozregulowany u większość z nas mechanizm nagrody, a prowadzą przy tym do zaburzeń apetytu, snu i inteligencji emocjonalnej. Mikrodawki psychodelików również również mogą pomóc koncentracją, najprawdopodobniej przy mniejszej ilości niepożądanych efektów ubocznych.

4. ZBLIŻENIE EMOCJONALNE I LECZENIE TRAUMY

Ostatnią kategorią umiejętnego korzystania z psychodelików jest wykorzystywanie ich do lepszego zrozumienia naszych własnych emocji. Do budowania zgody ze swoją przeszłością i z najbliższymi ludźmi.

MDMA, substancja pokrewna psychodelikom, działa tymczasowo osłabiając aktywność ośrodków strachu w mózgu. Powoduje wzrost poczucia empatii i chęci dzielenia się szczerymi uczuciami z drugą osobą. Dzięki temu MDMA jest nieocenioną substancją w procesie terapeutycznym.

Terapia z użyciem MDMA polega na tym, aby mierzący się z problemami psychologicznymi pacjent bez strachu mógł powrócić do wydarzeń z przeszłości i wyzwolić od ich często destruktywnego wpływu na teraźniejszość. MDMA powoduje stan, który Michael Mithofer, psychiatra Medical University of South Carolina, specjalizujący się w leczeniu zespołu stresu pourazowego, określa jako “stan optymalnego pobudzenia”. Jak czytamy w książce Macieja Lorenca “Czy psychodeliki uratują świat?”

“Ludzie z PTSD często mają problem polegający na tym, że kiedy myślą lub mówią o swojej traumie, często ogarnia ich strach, czyli stają się nadmiernie pobudzeni. Mogą jednak zareagować zupełnie odwrotnie, a mianowicie wpaść w stan zobojętnienia, a więc niewystarczającego pobudzenia. […] Skuteczny proces terapeutyczny może nastąpić wyłącznie w “strefie optymalnego pobudzenia”, czyli pomiędzy tymi dwiema skrajnościami. MDMA sprawia, że ludzie wchodzą w ten stan i pozostają w nim kilka godzin”

Z kolei z badań dotyczących MDMA i alkoholizmu prowadzonych w Wielkiej Brytanii przez dr. Bena Sessę wynika, że podstawą wielu mechanizmów uzależnień jest nieprzepracowana trauma z okresu dzieciństwa. MDMA pozwala powrócić do tych wydarzeń bez towarzyszącego im zwykle uczucia strachu, zrozumieć te uczucia, skonfrontować się z nimi i w końcu wyzwolić od ich negatywnego wpływu.

Warto jednak pamiętać, że w trakcie terapeutyczego stosowania MDMA, opróćz fali pozytywnych uczuć i doznań, dochodzi też do konfrontacji z trudnymi i wymagającymi emocjami. Podczas sesji z MDMA często po policzkach spływają łzy radości. Z tej konfrontacji, jeśli potrafimy pracować z emocjami, rodzi się poczucie wielkiej siły i chęci do życia.

Empatogenne właściwości MDMA nie ograniczają się jednak wyłącznie do leczenia traumy. W latach 60-tych, Alexander Szulgin, który odkrył niezwykłe właściwości tej substancji, nazwał ją “oknem”. Mimo, że posiada inny mechanizm działania niż klasyczne psychodeliki, jak również nieco większy profil ryzyka, MDMA również osłabia władzę Ego nad umysłem. Substancja sprawia, że opuszczamy gardę. Stajemy przed sobą bezbronni. Łatwiej jest zrozumieć punkt widzenia drugiego człowieka, ponieważ widzimy w nim siebie.

MDMA uczy nas kilku oczywistych, ale rzadko praktykowanych, prawd. Że zdecydowanie więcej nas, ludzi łączy, niż dzieli. Że życie tylko i wyłącznie dla siebie jest pozbawione sensu. Że najlepszą rzeczą, jaką możemy dla kogoś zrobić, to posłuchać co ma do powiedzenia. Jej głównym przesłaniem jest wdzięczność. Wdzięczność za wszystko co masz, za wszystkie osoby w Twoim życiu.

No i, że skóra potrafi być tak zajebiście przyjemna w dotyku.
Prawie tak bardzo, jak oddychanie.

Czy są jakieś niepożądane efekty uboczne psychodelików?

Każda substancja psychoaktywna może doprowadzić do szeregu nieprzewidzianych efektów. Wystarczy, że wyjmiesz ulotkę z Ibuprofenu, żeby przekonać się, że nawet środek przeciwbólowy, który kupisz przy kasie w Biedronce masę efektów ubocznych. W “działaniach nieporządanych” Ibuprofenu znajdują się między innymi: pocenie się, zmiany nastrojów, wymioty, wysypki skórne, utrata apetytu, nieregularny oddech, ale także…wypadanie włosów, utrata orientacji, śpiączka (!) czy halucynacje (!). Doliczyłem się ich sto dwadzieścia.

Biorąc pod uwagę fakt, że leki farmaceutyczne, w tym leki OTC (bez recepty) mogą doprowadzić do tego typu “efektów ubocznych”, a dalej są uznawane przez nasze Ministerstwa i Inspektorat Farmaceutyczny za wystarczająco bezpieczne, aby je sprzedawać w supermarketach, to faktycznie potrafi dziwić fakt, że psychodeliki pozostają nielegalne. Nie dostarczają sprawiają organizmowi nawet 1/10 takich paskudnych problemów.

Mimo, że praktycznie pozbawione toksyczności i bezpieczne dla organów ciała, psychodeliki niosą za sobą innego rodzaju ryzyka.
Największym z nich jest przyjmowanie ich przez nieświadome, nieprzygotowane jednostki, w nieodpowiednim dla takich doświadczeń kontekście. Przypadkowość rodzi szanse na myśli paranoiczne, ataki paniki, psychicznego zagubienia i poczucie dezorientacji, które w skrajnych przypadkach może skończyć się na lokalnym oddziale szpitala psychiatrycznego.

Sprawny przewodnik lub terapeuta będzie wiedział, jak przywrócić psychiczną równowagę w trudnych momentach, jak prowadzić doświadczenie minimalizując takie ryzyka niemal do zera. Jednak, podziękujmy za to naszym rządom, większość ludzi bierze psychodeliki bez takiej pomocy, skazując się na fragmentaryczną wiedzę swoich znajomych i przypadkowość. Nie jest to najlepsza recepta na sukces.

Jednak dla osób, które eksperymentują z psychodelikami poniżej kilka pro tipów, które warto wziąć pod uwagę, żeby nie zgubić się zanadto w podróżowaniu w brzuchu wieloryba.

1. Psychodeliki i Maria się lubią, czasami za bardzo

Mieszanie każdej substancji psychodelicznej z marihuaną znacznie wzmacnia psychodeliczne efekty obu substancji. Czasami sam zapominam o tym, że marihuana sama w sobie jest psychodelikiem. Zwłaszcza, jeśli zawartość THC oscyluje w okolicach 20%. W przypadku łączenia konopi z psychodelikami 1+1=3, a czasami nawet 5, 6 lub 7. Połączenie kannabinoidów i LSD, Psylocybiny lub Meskaliny nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla organizmu, w taki sposób jak np. łączenie leków przeciwbólowych z alkoholem, jednak zdecydowanie podnosi ryzyko wpadnięcia w bad tripa. Psychodeliki
w połączeniu z Marią na prawdę potrafią namieszać w głowie, zwłaszcza jeśli zapalisz na peak’u. Nawet kiedy zapalisz kilka godzin później, THC wydobędzie na wierzch  substancję psychodeliczną.
Jeśli chodzi o doznania, no cóż, zostawmy to na boku. Mają jeszcze większy potencjał do tego, żeby stać się zarówno pozytywne, jak i negatywne. Jeśli zdecydujesz się waporyzować (nie pal, waporyzuj) marihuanę podczas sesji psychodelicznej, to pamiętaj, żeby zacząć od bardzo małej dawki. Zawsze można wziąć więcej, ale jak się weźmie za dużo, to już się nie da wziąć mniej. Taka ludowa mądrość.

2. Psychodeliki i empatogeny również się lubią, jednak należy uważać

MDMA jest z fizjologicznego punktu widzenia substancją stosunkowo bezpieczną, jednak nadal cechuje się większymi ryzykami niż Psylocybina lub LSD. W połączeniu z inną substancję ryzyka tej substancji rosną – tak, jak w przypadku każdej interakcji leków. Aby ograniczyć szanse na takie zdarzenia należy pamiętać o tym, aby:

A. Używać jedynie połowę standardowej dawki MDMA, ponieważ działanie substancji w interakcji z psychodelikiem jest wyczuwalne. W trakcie jednej sesji nie powinno przekraczać się 120 miligramów. To oznacza, że w przypadku takiego candy-flipa wystarczy 60 miligraów. Dla porównania, znaczna część pigułek sprzedawanych na rynku jako MDMA lub Ecstasy zawiera dwukrotnie większe stężenia tej substancji, co staje się pośrednią przyczyną problemów zdrowotnych.

B. Nie przyjmować substancji równocześnie, żeby peak obu substancji się nie pokrywał. Jedną z metod jest zażycie najpierw substancji psychodelicznej, a po 4 godzinach, kiedy peak minie, przyjęcie niewielkiej dawki MDMA. W przypadku ponownego podania MDMA dla podtrzymania efektów należy stosować nie więcej niż połowę pierwszej dawki.

Decydując się na candy lub hippie-flipping należy jednak pamiętać o tym, że tak, jak w przypadku mieszania z marihuaną, i tutaj istnieje szansa na zarówno pozytywne, jak i negatywne doświadczenia. Mogą wystąpić chwilowe ataki paniki, uczucia dezorientacji, utraty poczucia kontroli i wyłonienia się na wierzch negatywnych emocji. To prawo Tao, prawo równowagi i balansu przeciwstawnych sił, które uczy nas, że na tym świecie, nie ma nic za darmo.

Na sam koniec – czy można łączyć MDMA z kokainą lub alkoholem? Nie, nie i jeszcze raz nie. Takie połączenia znacznie zwiększają możliwość wystąpienia nieprzewidzianych, negatywnych interakcji i są gwarancją tego, że w następnych dniach będziecie czuć się fatalnie. W przypadku, gdy doświadczenie odbywa się przy poszanowaniu dobrych terapeutycznych praktyk, tego rodzaju ryzyka są minimalizowane praktycznie do zera.

3. Ostatnią, a przy tym absolutnie kluczową kwestią jest to, że przyjmowanie psychodelików przez osoby niestabilne emocjonalnie, osoby odbywające terapię antydepresantami, przyjmujące regularnie leki anty-psychotyczne lub też cierpiące na poważne zaburzenia osobowości nie powinny brać psychodelików. Inaczej może się to skończyć bardzo źle. Dla takich osób istnieją po prostu inne, mniej ryzykowne metody eksploracji umysłu, tak jak chociażby medytacja.

Nie powinny raczej też brać psychodelików osoby, które mają w rodzinie historię chorób psychicznych. Istnieje ryzyko, że takie doświadczenia wydobędą na wierzch uśpione choroby i zamiast kogoś wyleczyć, oddalą go od zdrowia i psychicznej równowagi.

Gdzie wybrać się na psychodeliczną ceremonię?

Wraz z rosnącą popularnością psychodelików rośnie też liczba ceremonii. Obecnie na ceremonię z Ayahuascą można się wybrać w prawie wszystkich krajach Europy. Niestety nie jest tam zawsze super różowo. Radzę zrobić na prawdę głęboki wywiad i dać sobie trochę czasu, zanim zapiszecie się na “weekend z naturalną medycyną” i tym podobne wydarzenia reklamujące się na Facebooku.

W ostatnich latach podczas takich, organizowanych w szarej strefie, wydarzeń doszło do kilku poważnych wypadków, ze zgonami, próbami samobójstw i molestowaniem seksualnym włącznie.

W środowisku psychodelicznym dwa lata temu zrobiło się głośno o przypadku Octavio Rettiga i Gerry’ego Sandovala, którzy prowadzili ceremonie z Bufo Alvarius (5-MeO-DMT) dla setek osób w Stanach i Europie. Byli znanymipostaciami w środowisku i żeby dostać się na ceremonię trzeba było czekać w kolejce ludzi.

Wszystko było spoko, do momentu, kiedy nie zaczęły wyciekać opinie uczestników dotyczące tych sesji na Reddicie i podczas spotkań środowiska psychodelicznego.

Główne zarzuty przeciwko Octavio Retigowi dotyczyły w głównej mierze wątpliwych praktyk, które ten stosował wraz ze swoimi współpracownikami podczas ceremonii. Było to między innymi siłowe wdmuchiwanie rapé do nosa (psychoaktywna mieszanka ziołowa na bazie tytoniu) osobom na peaku doświadczenia z Bufoteniną, używanie elektrowstrząsów, aby utrzymać ciało w pionie, jak również wlewanie nieświadomym niczego osobom wody do gardła. Przykłady takich praktyk, w połączeniu z brakiem uwagi poświęcanej uczestnikom, doprowadziło do kilku śmierci.

Na poniższym filmie Octavio niemal nie doprowadza do uduszenia człowieka znajdującego się pod wpływem Bufoteniny. Film dla widzów o mocnych nerwach.

Szok? Przerażenie? Niedowierzanie?

Mimo zapewne dobrych intencji zbawiania świata psychodelikami pewna część osób organizujących ceremonie ewidentnie nie dorosła do tego, żeby to robić. Prawda jest niestety taka, że nawet w tym środowisku nie wszyscy wiedzą co robią i nie wszyscy też cechują się nieskazitelną, moralną postawą. Udział w ceremoniach opiera się jedynie na zaufaniu i wierze w to, że wszyscy w środowisku psychodelicznym będą wykazywać się jedynie altruistyczną motywacją. No, cóż, niestety nie ma to wiele wspólnego z rzeczywistością.

Kiedy zdarza się sytuacja taka jak z Octavio, albo jakakolwiek inna sytuacja, w której łamane są podstawowe, zasady bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku, cierpi na tym cała społeczność. W dużej mierze cierpi też ruch na rzecz legalizacji psychodelików, ponieważ te sytuacje mają taką cechę, że kiedy pojawiają się w mediach głównego nurtu, to naturalnie winna staje się sama substancja.

 Jasne. Pewnie w psychodelicznej społeczności jest więcej fajnych, zdrowych, godnych zaufania rozsądnych osób, niż w kole łowieckim czy Stowarzyszeniu Świadków Jehowy, ale nawet my nie unikniemy prawa Pareto. Wynika z niego, że jak w pokoju jest zamknięte stoo osób, to co najmniej dwóch jest wariatami.

To tak, jak z sikaniem w basenie. Wystarczy, że nasika jedna osoba, a pływać w tym później musimy wszyscy.

W tej samej kategorii problemów: Ayahuascowe gwałty w Ameryce Południowej. To jest już kompletna żenada. W zeszłym roku czytałem nagłówki “Szaman wykorzystał mnie seksualnie podczas ceremonii Ayahuasci”.

To jest straszne. Po pierwsze dlatego, że ktoś wykorzystywał Ayahuascę całkowicie sprzecznie z jej intencjami, łamiąc fundamentalne moralno-etyczne normy całkowicie wbrew woli drugiego człowieka, lub też w znacznie zmienionym stanie świadomości, dzięki któremu uzyskał niemal całkowitą kontrolę nad jego duchem. Jestem pewien, że karma wróci do tego “szamana”, który wykorzystywał Ayahuascą, aby dać upust własnemu cieniowi. Niektórzy z tych “szamanów” są zwykłymi oszustami. Niektórzy bawią się w czarną magię. Dzieciaki, to nie jest zabawa. Są na świecie ludzie, którzy będą chcieli to wykorzystać, ponieważ na zewnątrz zakładają maskę duchowości, ale w środku są kimś zupełnie innym. Kimś opętanym przez własny cień i nieposkromione demony. 

Broda nie czyni filozofem. Habit nie czyni mnichem. To, że ktoś mieszka w Peru i oferuje ceremonie nie czyni go szamanem. Wyjeżdżając w podróż do obcego kraju, decydując się na coś takiego,
musicie mieć stuprocentowe przekonanie i zweryfikowane źródła informacji dotyczące osób i miejsc. Poza tym pozostaje Wasza własne intuicja, która pierwsza potrafi zasygnalizować, że coś może pójść nie tak. Słuchajcie jej.

To oczywiście nie znaczy, że opisywane tu przypadki to norma. Ktoś po prostu znowu nasikał do basenu.

Jaka jest różnica między oświeceniem a doświadczeniem psychodelicznym ?

Istnieje wiele różnic i kilka podobieństw pomiędzy stanami psychodelicznymi, a oświeceniem. Pierwsza i jak sądzę najważniejsza różnica jest taka, że oświecenie nie jest doświadczeniem, jak również nie jest przejściowe. Oświecenie oznacza wgląd, zrozumienie i mądrość. Jest trybem funkcjonowania umysłu. Polega na przeprogramowaniu głęboko zakorzenionych wzorców myślenia i reagowania na wszelkie życiowe zdarzenia. Psychodeliki z drugiej strony wywołują konkretne doświadczenia, które ma swój początek i koniec. Oczywiście istnieje możliwość przełożenia doświadczeń psychodelicznych na życie codzienne – na tym polega integracja. Jednak samo branie psychodelików bez aktywnej i najlepiej prowadzonej w jakiś sposób pracy nad integracją, nie doprowadzi do oświecenia, a jedynie chwilowego wglądu w możliwości umysłu.

Innym podobieństwem jest to, że zarówno podczas praktyki medytacji, jak i w doświadczeniu psychodelicznym, możesz doświadczyć głębokiego stanów wglądu w prawa natury. Kiedy jest to wynikiem medytacji, twój umysł i ciało pozostają w pełni operacyjne, skupione i spokojne. W ciągu kilku chwil, jeśli zaistnieje taka potrzeba, możesz wrócić do ciała i poprowadzić normalną rozmowę z sąsiadką. Doświadczenia psychodeliczne, które prowadzą do rozpadu Ego zazwyczaj wiążą się z czasowym upośledzeniem ruchowym na jakimś poziomie i są określone w czasie. W “medytacyjnym stanie świadomości” możesz prowadzić samochód, rozmowę albo iść z psem na spacer. Trudno byłoby to zrealizować na heroicznej dawce magicznych grzybów czy Ayahuasci.

Trzeba też pamiętać, że nie tylko psychodeliczny haj, ale również ten medytacyjny haj, który również czasami się zdarza, wcale nie oznacza oświecenia. Jest po prostu kolejnym krokiem na ścieżce.

***
Jeśli dotarłeś, lub dotarłaś do tego miejsca, należą Ci się gratulacje. Teraz tylko klik dzieli Cię od tego, żeby zostać patronem podcastu Poznaj Psychodeliki i pomóc mi dalej szerzyć tego wirusa.

Categories
poradniki

Pięć fejków, które przeszkadzają Ci medytować

1. Medytacja to stan “bez myśli”. FEJK.

Wyłączasz światło, zapalasz świeczki, siadasz ze skrzyżowanymi nogami…i po pierwszych kilku, może kilkunastu, minutach dochodzi do Ciebie pierwsza fala frustracji. Przez chwilę udaje Ci się skupić uwagę na oddechu, ale po chwili znowu myślisz o tym, że jesteś głodny, że ci niewygodnie albo o tym, co zrobisz kiedy ta udręka w końcu się skończy. Nie potrafisz „nie myśleć o niczym”, kurwa. Po kilku próbach rezygnujesz, przekonując siebie samego, że to nie dla Ciebie. To była oczywiście przez wiele lat moja własna historia.

Kiedy teraz o tym myślę, nie jestem zdziwiony. Rozumiem, że na tym etapie moim problemem było moje wyobrażenie o tym, czym medytacja jest. Wydawało mi się, że to pasywny stan, w którym próbujesz wyciszyć umysł traktując każdą myśli jak wroga, przed którym musisz się obronić, aby osiągnąć transcendentny stan “bez myśli” wznosząc się na wyżyny duchowego doświadczenia.

Dzisiaj rozumiem, że medytacja nie polega na tym, „nie mieć myśli”. Medytacja, przynajmniej w szeroko rozumianym nurcie mindfulness, polega na przekroczeniu ciasnych ram Ego aby poprzez własne doświadczenie przekonać się, że nie jesteśmy swoimi własnymi myślami. Sekret, jeśli jakiś jest, polega na tym, żeby zamiast na siłę starać się “wyczyścić umysł” z myśli, po prostu obserwować zachodzące w nim zjawiska, w tym myśli, emocje i fizyczne odczucia własnego ciała. Nawet w głębokich i zaawansowanych stadiach medytacji myśli magicznie nie wyparowują, po prostu przemykają przez pole świadomości bez przywiązania medytującej osoby. Pojawiają się i znikają tam skąd przyszły. Czyli w sumie nie wiadomo skąd.

2. Medytacja polega na siedzeniu we własnej głowie. FEJK.

Są różne typy medytacji, być może niektóre na tym właśnie polegają. Z tradycji buddyjskiego wywodzą się jednak techniki, które stopniowo prowadzą do samorealizacji poprzez pracę z odczuciami własnego ciała. To oznacza, że w trakcie takiej medytacji skanuje się całe ciało, od stóp do głów, stopniowo odkrywając coraz więcej subtelnych doznań, które stanowią podstawę naszej egzystencji. Taka praktyka nie tylko nie ignoruje ciała, ale wręcz pozwala rozszerzyć naszą uwagę oraz rozwinąć umiejętność “czucia całego siebie” od stóp do głów. Jest to zaskoczenie dla wielu osób, którzy po raz pierwszy stykają się z medytacją, ponieważ ciało w stanie medytacji jest nieruchome, co sprawia, że o medytacji myślimy jak o pasywnej aktywności, która “dzieje się w głowie”. Prawda jest jednak, jak to zwykle bywa, nieco bardziej złożona. W medytacji, chociaż jest to niewidoczne dla oka, angażujesz całe ciało, ponieważ to właśnie ciało jest wehikułem twojego wewnętrznego doświadczenia. W tym sensie to trochę tak, jakbyśmy uczyli się myśleć nie tylko głową, ale całym sobą. Każda nasza myśli i odczucie znajduje w końcu odbicie w doświadczeniu ciała, jeśli tylko uspokoimy umysł na tyle, żeby to zauważyć. Zanim jakaś myśl dojdzie do pola naszej świadomości 
– np. “jestem głodny, zrobię sobie kanapkę”, na początku objawia się fizycznym odczuciem głodu w ciele. To odczucie pojawiło się w ciele, ponieważ zaszły w nim pewne biochemiczne procesy. W tym sensie wejście z kontakt z ciałem poprzez medytację to świetny sposób na to, żeby poznać lepiej siebie samego – możemy uzyskać bardziej szczery obraz własnego stosunku do różnych życiowych spraw, kiedy naszym jedynym doradcą nie będzie jedynie racjonalny umysł lub rozchwiane emocje, ale prawda skrywająca się w naszym własnym ciele. Jak sądzę mnie techniki pracy z ciałem są ponadto niezwykle wartościowe ponieważ kierują naszą świadomość w stronę czegoś co jest bardzo namacalne. Łatwiej jest zaobserwować odczucie w ciele, które stanowi podstawę jakiejś myśli, niż samą myśl.

3. Medytacja sprawi, że będziesz pasywny i obojętny. FEJK.

Nasze myśli rzadko podróżują bocznymi alejkami, ponieważ chcą doprowadzić do jak najszybszej najszybszego zaspokojenia mechanizmu nagrody. To ewolucyjny mechanizm przetrwania, zakodowany w naszych genach. Niestety ewolucja nie zaprogramowała nas po to, żebyśmy spędzali całe dnie zgarbieni przed komputerem, ale raczej prowadzili zbieracko-łowiecki tryb życia. I te same mechanizmy, które kiedyś chroniły nas przed drapieżnikami, dzisiaj mogą nam zagrozić. Wyobraź sobie na przykład, że podczas pracy przy komputerze robisz się głodny i sięgasz po Snickersa, którego masz pod ręką. Reagujesz jakimś działaniem (sięgnięciem po Snickersa) na pewne uczucie (głód). Twój racjonalny umysł nie jest właściwie w żadnym stopniu w ten proces zaangażowany. Wydaje Ci się, że działasz, że coś robisz – sięgasz po batonik, ale tak na prawdę po prostu reagujesz w odruchowy sposób. Kiedy w Twoim ciele powstało odczucie głodu, sięgnięcie po znajdujący się w pobliżu batonik było pierwszą, odruchową reakcją. W warunkach życia zbieraczy-łowców to byłaby rozsądna reakcja – pożywienia jest mało, w batoniku jest dużo cukru (energii) a ty musisz jak najszybciej zapewnić sobie przetrwanie. Czy to jednak najbardziej optymalna ze wszystkich możliwych opcji, kiedy masz pełną lodówkę? Nie.

Teraz wyobraź sobie, że pomiędzy pierwszym (zaczynasz czuć głód) i drugim zjawiskiem (sięgasz po batonik) powstaje pewna przestrzeń. Dociera do Ciebie, że twoje ciało rozpoznało uczucie głodu. Jednak zamiast rzucać się na batonik, obserwujesz uczucie głodu przez kilka sekund. W tym czasie być może przypomnisz sobie, że założyłeś sobie, że w tym miesiącu zrzucisz pięć kilogramów. Albo, że w lodówce masz wczorajszą sałatkę, którą trzeba zjeść. Albo, że zjesz tego cholernego Snickersa, ale dlatego, że chcesz, a nie dlatego, że on tam jest, a później zrobisz dziesięć pompek, bo wiesz, że na tym świecie nie ma nic za darmo.

Ten sam mechanizm głęboko zaprogramowanych i utartych wzorców
myślenia i reagowania dotyczy nie tylko snickersów, ale wszystkiego. Palenia papierosów, jedzenia czy zakupów, żeby się odstresować. A także emocji. Na przykład reagowania złością na dobre rady twoich rodziców albo pożądaniem posiadania nowych produktów na kampanie marketingowe. Ten schemat dotyczy całego twojego życia, ponieważ w każdej sekundzie powstają w tobie uczucia, które prowadzą do określonnych myśli i decyzji. Osoby, które nie medytują czasami twierdzą, że nie tego robią tego, ponieważ chcą dalej “czuć” emocje. Wydaje im się, że życie straci swój smak, że staną się pozbawionymi uczuć robotami. Nic bardziej mylnego. Medytacja nie sprawia, że przestajemy czuć cokolwiek. Osoba, która regularnie medytuje jest w stanie odczuwać całe spektrum ludzkich emocji, jednocześnie nie będąc ich niewolnikiem.

4. Medytacja wymaga zdolności koncentracji. FEJK.

Jedną z rzeczy, które może o mnie wiesz, a może nie, jest to, że przez lata byłem “typowym przypadkiem ADD”. Kiedy byłem w szkole nikt nie diagnozował dzieci z ADHD ani nie dawał im amfetaminy. I nawet, jeśli ADD jest raczej skutkiem naszego systemu edukacji, niż prawdziwą chorobą, to sam zdiagnozowałem u siebie wiele symptomów tzw. “deficytu uwagi”. Problemy z długotrwałym wykonywaniem monotonnych czynności, zapominanie, bujanie w obłokach, pomijanie “nieistotnych” szczegółów, wahania nastroju, pozostawienie niedokończonych projektów  – you name it. Na jakimś etapie życie miałem na pieńku z każdym z tych problemów. Mój umysł do dzisiaj skacze z jednego miejsca w drugie, nigdzie nie zatrzymując się na zbyt długo. Jak sądzę, nie jestem jedyny.

Do pewnych genetycznych tendencji w trudnościach z utrzymywaniem uwagi dochodzi problem dużo poważniejszy – niemal całe środowisko, w którym żyjemy ciągle walczy o naszą uwagę, doprowadzając do skracania zdolności długotrwałego utrzymywania uwagi. Algorytmy mediów społecznościowych są zaprojektowane tak, żeby grać na naszym dopaminowym mechanizmie nagrody jak na skrzypcach. 
Idąc ulicą atakują nas reklamy i billbordy marek odzieżowych, pożyczek, mebli i tony innych, niepotrzebnych rzeczy. Żyjemy w hałasie głosów, z których każdy walczy o naszą uwagę, bo dzisiaj uwaga jest nie tylko umiejętnością, ale rynkowym zasobem. Jeśli nie będziesz miał kontroli nad swoim własnym umysłem, szybko staniesz się
ofiarą tych mechanizmów. Rezultat to społeczeństwo bezmyślnych owiec, którym można wszystko wmówić i wszystko sprzedać: każdy produkt, usługę, czy nawet najbardziej absurdalną ideologię.

Jeśli z mojego doświadczenia płynie jakaś lekcja, to taka, że nie trzeba mieć rozwiniętej umiejętności koncentracji przed rozpoczęciem treningu medytacji, za to jak 2+2=4  pewne jest, że regularna praktyka zbuduje w Tobie tę umiejętność. Dlaczego? Ponieważ w procesie medytacji ćwiczysz ten mięsień. Koncentracja nie jest celem medytacji, ale jej ubocznym efektem. Po kilku tygodniach regularnej praktyki przekonasz się, że coś takiego jak “deficyt uwagi” nie istnieje. Przekonanie o tym, że nie potrafisz się koncentrować było po prostu kolejnym wyuczonym schematem działania twojego umysłu, a nie żadną genetyczną wadą.

5. Medytacja jest trudna. FEJK, ALE PRAWDZIWY.

Mimo prostoty samej idei – siedzisz z zamkniętymi oczami, aby doświadczyć prawdy o sobie – droga jest długa, wyboista i nie ma końca. Jednak celem medytacji nie jest dotarcie w jakieś miejsce jak najszybciej, ale stawianie świadomych kroków na każdym odcinku trasy. Dla mnie celem jest opanowanie techniki, aby moje życie było łatwiejsze, pełniejsze. Myślę, że transformowanie negatywnych uczuć w pozytywne to trochę jak magia, albo supermoc i chcę to umieć. Poza tym nie mam zamiaru iść przez życie jak owca, ale myśleć samodzielnie, znać siebie i obserwować rzeczywistość taką jaka jest, bez niepotrzebnych filtrów. Chcę umierać szczęśliwy i spełniony, a nie pełen goryczy i zgorzknienia. Póki co jestem na dobrej drodze i mam nadzieję, że mi się uda.

Możesz być pewien, że jeśli weźmiesz się poważnie za medytację, to
czeka Cię tu przygoda. Oczywiście, jak w każdej przygodzie, momenty ekscytujące wydarzają się rzadko i tylko dlatego, że są przeplatane nudą, zniechęceniem, bólem, brakiem motywacji i wątpliwościami.  Kiedy raz ci się uda z nimi wygrać, możesz być pewien, że niedługo pojawią się znowu. Ale to jest właśnie prawdziwa siła medytacji – mierzysz się z niej z prawdziwą codziennością, zamiast uciekać w krainę fantazji. Dzięki temu jesteś silniejszy zmagając się z wszystkimi wyzwaniami na każdym polu Twojego życia. Medytacja jest metanawykiem, jedną rzeczą, która zmienia wiele innych.

Jeśli jednak Twoim sposobem działania jest unikanie wszelkich możliwych wyzwań i robienie tylko tego co wygodne, to medytacja nie jest dla Ciebie. Jeśli jednak trudności traktujesz jak kolejne wyzwania w swojej misji, to nie tylko szybko będziesz robił(-a) postępy, ale
całe Twoje życie, twoje schematy, twoje myśli zmienią się na lepsze. Medytacja to podróż, która staje się łatwiejsza kiedy nauczysz się nawigować, co może oczywiście trochę potrwać. Nauka jest trudna, ale można ten fakt zaakceptować i mimo wszystko się tego nauczyć. Po kilku tygodniach regularnej praktyki bez większego problemu będziesz w stanie wprowadzać się w stan głębokiego spokoju, bez wysiłku kierować uwagą i nie przejmować bólem kolan czy pleców. Rzeczy, które wyprowadzały Cię z równowagi, będą po tobie spływać. Dla swoich hejterów będziesz miał tylko współczucie. Dla własnych potknięć dużo wyrozumiałości. Dla mnie to brzmi jak supermoc. Najśmieszniejsze jest to, że tej supermocy może nauczyć się każda średniointeligentna osoba. Nie trzeba mieć do tego żadnych predyspozycji ani talentów. Wystarczy po prostu nie przestawać.

Czy uda mi się osiągnąć poziom, dzięki któremu odniosę korzyści? Jak długo będę musiał się męczyć, zanim zacznie mi to sprawiać przyjemność? Naturalnie nikt nie zna odpowiedzi na te pytania. Moja rada: nie szukaj ich we własnych przypuszczeniach, przeczuciach, świętych księgach, opowieściach, doktrynach, założeniach, ślepej wierze ani na tym blogu. Poszukaj jej własnym doświadczeniu.

Poznaj Psychodeliki to blog dla ludzi takich jak Ty. Dla ludzi, którzy chcą być najlepszą wersję samych siebie i mają dość sieczki produkowanej przez masowe media. Jeśli już tu dotarłeś to znaczy coś więcej niż to, że nie masz ADD. Poczułeś coś czytając ten tekst! Nie jesteś sam – Poznaj Psychodeliki to więcej, niż blog. To sieć ludzi myślących podobnie o świecie i jego problemach. Właśnie stoisz przed okazją aktywnego wsparcia tworzącej się tu społeczności. Obejmij bloga Poznaj Psychodeliki patronatem i dołącz psychodelicznego plemienia.

Categories
poradniki

Jak korzystać z grzybów psylocybinowych?

Pamiętacie, jak Muniek Staszczyk śpiewał “jest super, jest super, więc o co ci chodzi?”. O coś jednak chyba chodzi, bo według oficjalnych statystyk z problemami takimi jak depresja, stany lękowe czy uzależnienia mierzy się ponad 6 milionów Polaków.

Jeśli chodzi o powszechną praktykę radzenia sobie problemami natury psychologicznej to zasadniczo lekarze przepisują antydepresanty. Teoria jest taka, że standardowa medyczna procedura nie istnieje, bo każdy to inny płatek śniegu i wszystko opiera się na kwestiach indywidualnych. Realia są takie, że większość osób kończy na silnych lekach psychotropowych.

tumblr_o902wqay0v1rl5twmo1_500
“Bądź uśmiechnięty, bierz legalne narkotyki”

Lekarze przepisują przeważne dwie klasy narkotyków, ups przepraszam, leków:
1. Leki typu SSRI, takie jak np.   Fluoksetyna (Prozac), na depresję oraz  2. Benzodiazepiny (Alprazolam, Estazolam, etc.) na stany lękowe i sen. Te drugie mogą przepisać nawet interniści. Niestety skuteczność antydepresantów graniczy z placebo, a wychodzenie z takiego uzależnienia od benzodiazepin to wielomiesięczna batalia. Ponadto istnieje bardzo długa lista niefortunnych “efektów ubocznych” leków psychiatrycznych – od kompletnej zmiany osobowości, po występowanie myśli samobójczych.

Klasyczne leki antydepresyjne typu SSRI opierają się na założeniu, że źródłem depresji jest brak równowagi chemicznej w mózgu, modulując tym samym poziom serotoniny w centralnym układzie nerwowym. Ta teoria jest jednak coraz częściej podważana. Sami psychiatrzy, przynajmniej ci z szerszymi horyzontami, doskonale o tym wiedzą. Jednak leczenie depresji od lat stoi w impasie ponieważ rozwój nowych leków i terapii jest blokowany przez rząd przez ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii.

W tej sytuacji zupełnie naturalne wydaje się, że rośnie liczba osób rozczarowanych konwencjonalnym podejściem do leczenia chorób cywilizacyjnych. Ludzie niekoniecznie chcą być pionkiem w grze interesów firm farmaceutycznych, biernych polityków i konformistycznego środowiska lekarskiego. W związku z powyższym coraz więcej Polek i Polaków decyduje się wziąć sprawy w swoje ręce i zjeść magicznego grzybka – to przynajmniej działa. Wiedzą to nawet w Ministerstwie Zdrowia.

badanieMZ.png
Fragment listu otrzymanego z Departamentu Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia, otrzymany w odpowiedzi na petycję dotyczącą dekryminalizacji Psylocybiny w Polsce

W związku z powyższym powstał niniejszy przewodnik po grzybach zawierających psylocybinę. Jeśli już ktoś decyduje się się na spożywanie grzybów, powinien wiedzieć, jak zrobić to bezpiecznie.

Muszę przy tym poinformować czytelników, że odradzam konsumpcję grzybków osobom cierpiącym na depresję czy inne dolegliwości natury umysłowej, chyba że dzieje się to pod odpowiednim nadzorem i w zgodzie z lokalnym prawem. Ponadto trzeba zauważyć, że leki typu SSRI (większość klasycznych antydepresantów) w znacznym stopniu osłabiają działanie zawartej w grzybach psylocybiny. W związku z tym takie doświadczenia są możliwe jedynie po dłużej przerwie od odstawienia antydepresantów – co oczywiście nigdy nie powinno się dziać bez nadzoru lekarskiego.

Mimo, że spektakularne wyniki badań przytaczane m.in. przez polskie Ministerstwo Zdrowiawskazują, że psylocybina może w przyszłości zastąpić klasyczne antydepresanty i pomóc w walce z uzależnieniami, należy pamiętać, że doświadczenia, które stanowiły bazę tych wyników odbywały się w kontrolowanych warunkach, pod medycznym nadzorem i przy zachowaniu pełnego protokołu bezpieczeństwa.

Faktem pozostaje przy tym, że grzyby psylocybinowe były z powodzeniem używane przez ludzkość od tysięcy lat. Przez antropologów, botaników i religioznawców są uznawane za najstarszy środek halucynogenny używany przez ludzkość, oferujący podróże dużo ciekawsze niż te do bułgarskich Złotych Piasków. Ponadto w ostatnio przeprowadzonych badaniach zdobyły również tytuł najbezpieczniejszej substancji psychoaktywnej świata.

1. Substancja

IMG-3005.jpg
Ususzony Psilocybe Cubensis

Wszystko fajnie, ale pewnie zastanawiacie się zapewne skąd wziąć grzyby, żeby w ogóle mieć możliwość przejścia przez takie doświadczenie?

Pamiętacie, jak mówiłem, że mamy w Polsce dziurawe prawo? Zupełnie legalnie możecie kupić sobie tzw. growkit w ciągu 2-3 tygodni wyhodować swoje własne psylocybinowe grzybki. Zamówienie takiego growkita jest w pełni legalne. Kiedy grzybki wyrosną, wszystko przestaje być już niestety zgodne z polskim prawem.

Można też zrobić wszystko po bożemu, czyli w zgodzie z lokalnym prawem i wybrać się na wycieczkę do Czech, Austrii, Portugalii, Holandii, Kanady lub Brazylii – tam za posiadanie grzybów psylocybinowych nie grozi kara pozbawienia wolności.

Dla osób, które posługują się angielskim rozsądną opcją jest też skorzystanie z oferty Brytyjskiego Towarzystwa Psychodelicznego, które regularnie organizuje wyjazdy do Holandii, gdzie przez takie doświadczenie można przejść pod profesjonalną opieką i w bardzo komfortowych warunkach.

2. Podstawowa zasada: set & setting

Najważniejsza zasada przy stosowaniu grzybów (i innych psychodelików) jest znana pod nazwą set & settingSetoznacza nastawienie psychiczne, settingotoczenie. Oba te elementy są dwoma stronami tej samej monety, wpływając i definiując się wzajemnie. Jeśli miałbym użyć kiepskiego porównania, to powiedziałbym, że to SetSettingto YinYangpsychodelicznych podróży. Z jednej strony nasz nastrój i oczekiwania (set) definiuje otoczenie (setting), w którym ma dojść do doświadczenia, z drugiej otoczenie (setting) wpływa na nastawienie psychiczne i nastrój (set).

tumblr_oqqmo9V5wQ1vti7cqo1_500

Jeśli chodzi o set to przez doświadczenie z grzybami najlepiej jest przechodzić z możliwie pozytywnym i otwartym nastawieniem. Podejść do tego tak, jak do ekscytującej podróży na zupełnie nowy kontynent. Taki, na którym jeszcze nigdy Cię nie było. Również żadne dwa doświadczenia, tak jak żadne dwie podróże, nie są takie same.

Nie warto również mieć wobec grzybów nierealistycznych oczekiwań. Psylocybina to nie kokaina, alkohol, ani też MDMA (ecstasy). Chcę przez to powiedzieć, że grzybki to nie narkotyk, który sprawi, że natychmiast poczujesz się dobrze, a problemy znikną, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pozytywne zmiany, które zachodzą w ludziach po takich doświadczeniach są raczej “efektem ubocznym” konfrontacji ze swoimi własnymi emocjami lub też wystąpienia zjawiska tzw. śmierci ego– chwilowego załamania utożsamiania się z nabytą w procesie socjalizacji tożsamością. Jeśli na chwilę przekraczasz to, co uznajesz za swoje zwykłe “ja”, przekraczasz również problemy, które się z tym “ja” utożsamiają. Na prawdę trudno to opisać. Ale kiedy już wrócisz, jest duża szansa, że możesz mieć nieco większy dystans do tego, co zwykło Cię wcześniej martwić.

Zresztą, Jak twierdził Carl Gustav Jung prawdziwe zdrowie można odnaleźć tylko w doświadczeniu transcendentnym: w ekstazie śmierci egoi narodzin jaźni i “ponownego odrodzenia”.

3605427969_0b66656134_b.jpg


Jeśli zaś chodzi o
setting to w badaniach klinicznych, w których psychiatrzy badają wpływ psylocybiny na ludzki organizm wszystko odbywa się w miłym, ciepłym pokoju – takim z kadzidełkami, poduszkami, kocami i spokojną klasyczną lub orientalną muzyką.

Tutaj możesz ściągnąć playlistę na Spotify przeznaczoną specjalnie do doświadczeń z grzybami, stworzoną przez naukowca Billa Richards’a.

Najlepiej jest, jeśli takie miejsce znajduje się w cichej i spokojnej lokalizacji, blisko natury. Nie ma nic piękniejszego, niż spacer po parku lub lesie w końcowej fazie grzybowego tripa. Przez pierwsze parę godzin lepiej jest nie wychodzić z pomieszczenia i dać sobie czas na przeżycie wszystkiego w kameralnym otoczeniu, będąc po prostu samemu ze sobą. Tak będzie również bezpieczniej.

To, że wszystko dzieje się w takich warunkach, a nie na transowym festiwalu czy domówce, nie jest oczywiście przypadkiem. Przez 4 do 6 godzin oddziaływania substancji powinniśmy mieć zapewnione warunki, w których czujemy się bezpiecznie i nie istnieje ryzyko, że ktoś nieproszony tam wejdzie i to doświadczenie zakłóci.

54eb59d77b29a_-_little-house-on-the-lake-couch-living-area-0912-xln
Idealne miejsce na podróż 


3. Dawka

Przyjęcie odpowiednio wysokiej dawki grzybów psylocybinowych powoduje, że się tak wyrażę, wywarzenie drzwi percepcji. W związku z powyższym pozwolę sobie podkreślić raz jeszcze, że to Z-A-W-S-Z-E powinna być przemyślania decyzja.

Ilość psylocybiny w poszczególnych grzybach może się różnić w zależności od gatunku, a tych istnieje ponad 200. Ponadto jej stężenie delikatnie spada z czasem i w zależności od warunków przechowywania. Najpopularniejsze w naszym rejonie gatunki to Psilocybe CubensisPsilocybe Semilanceata, zawierające średnie stężenia psylocybiny. Grzyby można jeść na surowo lub suszone i raczej na pusty żołądek.

tumblr_ntsrajQMY71uvfaz5o1_500.jpg
Istnieje bardzo wiele rodzajów grzybów zawierających psylocybinę.

To na jaką dawkę się zdecydujesz będzie miało kluczowe znaczenie dla całego doświadczenia. Generalnie rzecz ujmując “standardowy” trip to ok. 2-3 gramów suszonych Cubensisów. Grzyby nie są toksyczne i nie można ich przedawkować. Można jednak całkiem prosto wziąć za dużo i wejść na poziom doświadczenia, na który nie jesteśmy gotowi. Takie zdarzenia mogą czasami doprowadzić do “bad tripów” , lub po prostu utraty poczucia przyjemności i komfortu wynikających z rozdźwięku pomiędzy wstępnymi oczekiwaniami, a poziomem doznań.

Z drugiej strony naukowo zostało dowiedzione, że to właśnie te trudne i wymagające doświadczenia na większych dawkach mają największy terapeutyczny potencjał, jeśli odbywają się w kontrolowanych warunkach i z jasno określonymi oczekiwaniami. I tu wraca kwestia oczekiwań właśnie, czyli musicie wiedzieć jakiego rodzaju doświadczenie chcielibyście przeżyć. Generalnie na dawkach poniżej 1 grama nie dochodzi do żadnych spektakularnych przeżyć. Jeśli jest to Twój pierwszy raz nie radzę przekraczać 1,5 grama. To wystarczająco dużo, żeby zapoznać się z efektami i nie spanikować. Zawsze można wziąć więcej następnym razem. I jeszcze jedno – grzybów się nie dojada, co oznacza, że decydujemy raz, a dobrze.

dawkowanie.png
dawkowanie w pełni ususzonych grzybów

UWAGA:Niniejsze wartości dawkowania są adekwatne do suszonych grzybów, czyli takich, których nóżki łamią się, jak zapałki pod naciskiem palców. Od momentu zerwania, do takiego stanu, grzyby mogą wraz z utratą wody mogą stracić nawet 90% swojej pierwotnej masy. Aby oszacować adekwatną dawkę grzybów świeżych, warto użyć tego kalkulatora.


Jak często przez takie doświadczenia przechodzić?

Odpowiedź jest i nie jest prosta. Wszystko zależy od dawki. Profesor James Fadiman, badacz doświadczeń psychodelicznych i dawny wykładowca Harvarda i Stanforda, rekomenduje, żeby w intensywnych podróżach brać udział nie częściej niż raz na kilka miesięcy. W przypadku dawek małych lub progowych (tzw. mikrodozowanie) możliwe jest przyjmowanie substancji 1-2 razy w tygodniu. Niniejsze estymacje wynikają z dwóch spraw. Po pierwsze po przyjęciu psylocybiny rozwija się od razu tzw. zjawisko tolerancji. Oznacza to, że organizm potrzebuje przerwy, aby ponownie odczuć efekty działania substancji (uznaje się, że minimalny okres przerwy pomiędzy średnimi i większymi dawkami to przynajmniej 2 tygodnie). Po drugie istotne jest zapewnienie sobie odpowiedniej ilości czasu i przestrzeni na proces integracji doświadczenia i zyskania dystansu do przebytej podróży.

4. Trip sitter / przewodnik

Fajnie się podróżuje samemu, ale jednak fajniej i bezpieczniej z kimś sensownym u boku. Osoby, które towarzyszą psychonautom w podróżach określa się mianem przewodników lub trip sitterów. Przewodnicy specjalizują się w kompleksowym przygotowaniu sesji, które mają na celu wywołanie tzw. doświadczenia enteogenicznego – to znaczy głębokiego doświadczenia na wysokiej dawce, które poprzedzają wielodniowe przygotowania. Trip sitter to luźniejsze określenie dla osoby, która po prostu czuwa nad tym, żeby doświadczenie poszło możliwie gładko i nie wymknęło się spod kontroli.

Najważniejszą rolą przewodnika i/lub sittera jest zapewnienie poczucia komfortu i bezpieczeństwa podczas podróży. Do tego potrzebny jest ktoś odpowiedzialny,  opanowany i godny zaufania. Ktoś, kto ma za sobą własne doświadczenia i wie, jak się zachować w wypadku turbulencji.

tumblr_oztnzw35K91wij3vlo1_400

Psylocybina jest substancją wyjątkowo bezpieczną, jednak w wyniku zmian percepcji możemy czasami mieć mylne wrażenie, że dzieje się coś złego. Jeśli zaczniesz się stresować, to właśnie ta osoba zapewni Cię, że wszystko jest OK – nawet jeśli wydaje Ci się, że wsysa Cię właśnie czarna dziura. Ktoś, kto potrzyma za rękę, zmieni muzykę lub oświetlenie, jeśli tylko zauważy, że Twoje doświadczenie zmierza w negatywną stronę.

Mimo, że istnieją różne poglądy na ten temat, przewodnicy i sitterzy raczej nie powinni przyjmować substancji w trakcie doświadczenia osób, nad bezpieczeństwem których czuwają. Zasada wynika z tego, aby cały czas posiadali “zdolność operacyjną”, czyli ogarniali na wypadek jakichkolwiek trudności. Z drugiej strony osobom przechodzącym przez doświadczenia z psychodelikami taka sytuacja zapewnia dodatkowy komfort i poczucie bezpieczeństwa. W sytuacjach klinicznych tę rolę będzie pełnił przeszkolony terapeuta, a tradycyjnych ceremoniach indiańskich – szaman.

5. Czy to na prawdę takie bezpieczne?

Wspomniałem już, że grzyby psylocybinowe zostały uznane za najbezpieczniejszą substancję psychoaktywną na świecie. Oznacza to, że w wyniku konsumpcji w przeważającej części przypadków nie dochodzi do istotnych problemów dla użytkowników, ani też zagrożenia dla osób znajdujących się w otoczeniu. Od grzybów nie można się uzależnić, ani też, wbrew obiegowym opiniom, postradać zmysłów (sprawą dyskusyjną w tym względzie jest jedynie teoretyczne ryzyko wydobycia chorób psychicznych dla osób, które mają w swojej rodzinie genetyczną historię zaburzeń tej natury).

Musimy jednak pamiętać, że żadna substancja zmieniająca świadomość nie jest w 100% bezpieczna i w każdej sytuacji istnieją zagrożenia, z których należy sobie zdawać sprawę. Oprócz wspomnianego wcześniej ryzyka przeszacowania dawki i wpakowania się tym samym w tzw. bad tripa, należy wspomnieć o potencjalnej możliwości wystąpienia Zespołu Stresu Pourazowego (PTSD) w wyniku bardzo trudnego, traumatycznego
i niekontrolowanego doświadczenia. Celem tego poradnika jest między innymi wskazanie na wszystkie zawory bezpieczeństwa, które takie ryzyko minimalizują.

W bardzo nielicznych przypadkach istnieje także możliwości wystąpienia HPPD (Hallucinogen Persisting Perception Disorder), czyli tzw. zaburzenia postrzegania spowodowanego halucynogenami. Oznacza to dalsze trwanie zmian wizualnych, mimo tego, że działanie substancji dawno ustąpiło. Niestety nie istnieją obecnie badania, które w jasny sposób wskazują, jak dużej części użytkowników te problemy są w stanie dotknąć. Szacuje się, że tej dolegliwość może doświadczyć od 0,12% do 4,1% użytkowników substancji psychoaktywnychNie ma również odpowiedzi na pytanie, czy HPPD można nabawić się przy pierwszym doświadczeniu, czy jedynie w wyniku długotrwałego stosowania substancji. Wszystko zależy bowiem od predyspozycji genetycznych.

Posłowie

Grzyby to świetna zabawa, ale jak to z każdą świetną zabawą warto pomyśleć o tym, żeby nie zrobić sobie kuku. Mam nadzieję, że utrwalenie sobie tych prostych zasad zwiększy poziom bezpieczeństwa i być może pozwoli Wam przeżyć coś pięknego. Ponieważ nie mam już nic więcej do dodania, pozwolę sobie zakończyć cytatem z Terrence’a McKenny:

We współczesnych czasach wielu ludzi marzy o tym, by poznać swą prawdziwą tożsamość. Wbrew pozorom, nie jest to takie trudne. Wystarczy sięgnąć po wiedzę zawartą w świecie roślin halucynogennych. Ten bowiem, kto nie zna swej prawdziwej istoty, jest niczym innym jak bezduszną rzeczą – golemem. Ów wizerunek zdaje się jednak idealnie obrazować większość mieszkańców stechnicyzowanych cywilizacji przemysłowych, którzy opierają swoją tożsamość na zmiennych modach i stylach życia popularyzowanych przez mass media. Ich świat złożony z jałowej żywności, brukowych środków przekazu i kryptofaszystowskiej polityki, skazuje ich na toksyczne życie w stanie obniżonej świadomości. Znieczuleni przez codzienny program telewizyjny, są żywymi trupami, których utrzymuje w ruchu wyłącznie konsumpcja. 

tumblr_osmv4ljajz1vsku7uo1_500.jpg

Śledź Poznaj Psychodelki na YouTubie i Instagramie.